Czego w pozycjonowaniu w AI nie da się zagwarantować
Pozycjonowanie w AI to wciąż młoda usługa, wokół której narosło sporo obietnic bez
pokrycia. Zaczynamy więc od granic, a nie od korzyści, żeby później nie było
nieporozumień przy raporcie.
Modele nie mają publicznego rankingu
Google publikuje dokumentację, wskazówki dla webmasterów i komunikaty o aktualizacjach. Przy modelach
językowych nie ma odpowiednika. Nie istnieje panel, w którym sprawdzisz swoją „pozycję w ChatGPT”,
bo taka pozycja po prostu nie istnieje. Jest tylko odpowiedź, która powstaje na nowo przy każdym
zapytaniu. Wszystko, co branża wie o wpływie na te odpowiedzi, pochodzi z obserwacji i testów,
a nie z oficjalnych wytycznych.
Odpowiedzi bywają niestabilne
To samo pytanie zadane dwa razy potrafi dać dwie różne odpowiedzi i dwa różne zestawy źródeł.
Wpływa na to losowość modelu, kontekst wcześniejszej rozmowy, język i kraj, wersja narzędzia oraz to,
czy w danym momencie sięgnęło ono do sieci. Dlatego pojedynczy zrzut ekranu nie dowodzi niczego,
ani na plus, ani na minus. Jeśli ktoś pokazuje Ci jeden screen jako dowód skuteczności, pokazuje
przypadek, nie wynik.
Efekt mierzy się próbką, nie pozycją
Zamiast pozycji pracujemy na statystyce. Budujemy stały zestaw kilkudziesięciu pytań, zadajemy je
cyklicznie w tych samych warunkach i liczymy, w ilu odpowiedziach pojawia się Twoja marka.
Ten sam pomiar prowadzimy dla dwóch albo trzech konkurentów, żeby było wiadomo, czy zmiana wynika
z naszej pracy, czy z zachowania całego rynku. Wynik podajemy jako udział procentowy w próbce,
zawsze z datą i wersją narzędzia.
Nie kontrolujemy tego, co model powie
Możemy zadbać o to, żeby informacje o Twojej firmie w sieci były spójne, aktualne i łatwe do
odczytania. Nie mamy wpływu na to, jak model je złoży w zdanie ani czy w danym dniu sięgnie akurat
po Twoją stronę. Pracujemy nad prawdopodobieństwem, nie nad pewnością. Jeśli ktoś obiecuje Ci
gwarantowane miejsce w odpowiedzi asystenta, sprzedaje coś, czego nie ma.
Dla kogo to ma sens dziś, a dla kogo dopiero za rok
Nie namawiamy każdego. Poniżej uczciwy podział oparty na tym, jak wygląda dziś zachowanie klientów
w różnych branżach.
Ma sens już teraz, gdy
- sprzedajesz coś, przy czym klient dużo czyta i porównuje przed decyzją: usługi B2B, doradztwo, zdrowie, finanse, prawo, budownictwo, technologie;
- Twoimi klientami są osoby, które na co dzień używają asystentów AI w pracy, więc pozycjonowanie w AI trafia dokładnie tam, gdzie szukają, więc zapytają o polecenie właśnie tam;
- masz na stronie realną treść ekspercką, którą da się przerobić na materiał nadający się do cytowania;
- modele mylą się na Twój temat albo mylą Cię z inną firmą i chcesz to naprawić, zanim utrwali się w kolejnych wersjach;
- działasz w niszy, w której konkurencja jeszcze o tym nie myśli, więc koszt wejścia jest dziś niski.
Spokojnie może poczekać, gdy
- sprzedajesz tanio, szybko i lokalnie, a klient nie pyta nikogo o zdanie przed zakupem;
- Twoja strona ma kilka podstron bez treści merytorycznej, bo wtedy najpierw potrzebna jest porządna strona i podstawy SEO;
- nie masz jeszcze ustawionej analityki ani żadnego punktu odniesienia, do którego można porównać wynik;
- budżet ledwo starcza na klasyczne pozycjonowanie, bo wtedy lepiej włożyć wszystko w fundament i wrócić do tematu za pół roku.
W dwóch pierwszych sytuacjach zwykle proponujemy start
od pozycjonowania lokalnego albo od
uporządkowania widoczności w Google, a element AI dokładamy
później jako naturalne rozszerzenie. Taka kolejność kosztuje mniej i szybciej się zwraca.
Jeśli po rozmowie uznamy, że w Twoim przypadku ta usługa to wydatek bez pokrycia, powiemy o tym
wprost, zamiast sprzedawać modny dodatek.